Halo 5: Guardians recenzja

Nie lubię owijać w bawełnę dlatego już na wstępie poznaliście moją opinię na temat gry Halo 5, która jest po prostu kontynuacją wydarzeń, przedstawionych w czwartej części. Przypomnijmy więc, że Master Chief wraz ze swoją drużyną dochodzi do informacji, które sprawiają, że wszyscy dezerterują. Na to oczywiście nie godzą się władze i wysyłają za naszym bohaterem oddział zwany Ozyrysem, na które czele stanął Jameson Lock.

Aby fabułą nie byłą zbyt płytka deweloper postanowił, że narracja historii będzie widziana z oczu Master Chiefa jak i jego oponenta. Niestety całość jest jak słaby film z Hollywood. Fabuła jest bowiem przewidywalna i raczej zmierza do jednego zakończenia, które każdy gracz praktycznie na początku zabawy sobie wyobrazi. Przykładem sztampowości może być ściganie Locke′a po kilku planetach. Dzięki temu zwiedzamy nowe lokacje, ale czy naprawdę tak nisko już upadliśmy, aby latać od punktu a do b kilka razy aby znaleźć jednego typka? Wybaczcie, ale liczę zawsze w grach na coś oryginalnego, a tutaj tego po prostu brakuje. Szkoda, gdyż to właśnie scenariusz w Halo zawsze porywał mnie najbardziej tutaj więc za sztampę należy się sroga kara, którą wymierzam w ocenie. Być może w kolejnych odsłonach fabuła się zmieni i przeciwnicy również będą jacyś bardziej urozmaiceni. komputery poleasingowe

Drobną rekompensatą poprzedniego minusa są przerywniki filmowe, które są niesamowicie efektowne. Robią wrażenie za każdym razem, gdy się włączą i ma się wrażenie, jakby oglądało się jakiś dobry film science-fiction. Do tego warto nadmienić, że produkcja jest w pełni zlokalizowana, a więc mamy polski dubbing. Miło, że w tle słychać przepychanki słowne naszych kompanów szkoda tyko, że nadal to wszystko jest takie jakby oderwane od tła. Efekt studia niestety pozostał i chyba Halo nigdy nie wyjdzie na prostą pod tym względem. Mimo wszystko cieszy, że Microsoft o nas – Polakach, nie zapomniał.

Całość zabawy jest jednak dosyć przyjemna. Obydwaj bohaterowie mają podobne możliwości i różnice między nimi są raczej kosmetyczne. W praktyce walka odbywa się w taki sam sposób dzięki temu zmiany nie są uciążliwe i nie odrywają nas od ekranu.

Nie zabrakło też dodatków, które Spartanie od teraz posiadają. To przede wszystkim nowe ciosy np. atak szarżujący. Nie chcę tutaj zdradzać szczegółów, ale jest kilka dobrze dogranych smaczków, które na pewnie nie jeden fan doceni i zobaczy od razu.

Na plus warto również zaliczyć tutaj nasze ekipy. Dzięki temu każda utrata życia nie musi kończyć się pojawieniem się ekranu typu „Game Over”, gdyż  koledzy zawsze mogą nas wskrzesić. Jednak przez to dla mnie tytuł stał się prostszy od poprzednich części. Świadczy o tym czas, który mi wystarczył na przejście tego tytuły oscylujący w granicach 8 godzin.

Kolejny wielki minus to brak możliwości przejścia gry na podzielonym ekranie. Microsoft tłumaczy to tym, że gra musiała chodzi 60 klatek i dlatego nie było możliwości wprowadzenia tego trybu. Jednak nocne granie z kolegą zawsze było tym czego od Halo oczekiwałem, a tutaj niestety otrzymałem mocnego prztyczka w nos.

Rekompensata w postaci stałych 60 klatek, płynnego działania i przede wszystkim imponującej grafice to dla mnie za mało. Grafiką niestety gra nie żyje, a w dwóch naprawdę kluczowych kwestiach Halo 5 wypada tylko dobrze lub słabo. Laptopy poleasingowe

Walki z przeciwnikami nawet tymi większego kalibru również są sztampowe i po kilku chwilach można ich rozszyfrować. Niestety to wszystko sprawia, że fabularna część Halo 5 to po prostu zjadliwy kawałem mięsa, ale nie danie, w którym można doczekać się finezji, o którym będzie się pamiętało dniami i nocami, czy też rozprawiało z kolegami na przerwach szkolnych. Ot dobra gra naraz i na półkę. A jak się grało w poprzednie części to tytuł wypada jeszcze gorzej pod tym względem, gdyż odczuwa się brak świeżości. Schemat tu, schemat tam – okropne.

Nic zaskakującego również nie znajdziemy w trybie online. Arena to miks klasycznych trybów. Mamy tutaj więc walki czteroosobowe, przejmowanie flagi, deathmatch. Dalej mamy Warzone, gdzie mamy przejmować bazy oraz zbierać punkty. Wygrywa oczywiście ten kto szybciej zdobędzie odpowiednią liczbę punktów.

Ogólnie zabawa online daje dużo frajdy w sumie jak zawsze, ale jak całą gra tak i ten element nie wnosi nic nowego. Dobra gra, solidnie wykonana, ale niestety to już wszystko gdzieś było, gdzieś się widziało i nie ma tego efektu zwanego „wow”. O  Halo nie będzie gadało się godzinami. Halo 5 przejdzie się i odstawi na półkę. Szkoda tylko potencjału.

Ocena: 7,5/10

Plusy:

+ Przerywniki filmowe

+ Grafika

+ Tryb online

Minusy:

– Sztampowość

– Powtarzalność

– Nic nowego.

Mateusz Korzeniewski

Be the first to comment

Leave a comment

Your email address will not be published.


*